Co Misja Skalna robi w Kairze

Dzień pobytu w Kairze – stolicy Egiptu i największej metropolii Afryki. To właśnie tu, w dzielnicy Heliopolis, w polskiej stacji archeologii śródziemnomorskiej, założonej jeszcze przez prof. Kazimierza Michałowskiego, spotykają się wszystkie polskie misje archeologiczne i dopiero stąd rozjeżdżają się po całym kraju, aby prowadzić swoje badania. W Kairze na Abbasiji mieści się siedziba Supreme Council of Antiquities, gdzie Misja Skalna dzisiaj, czyli już w dniu przylotu do Egiptu, odebrała dokumenty umożliwiające jej pracę 750 km dalej, na półce skalnej w Deir el-Bahari. Termin wyjazdu misji do Gurna – ostatniego przystanku na trasie autobusu pędzącego przez Pustynię Wschodnią w kierunku południowym – został zaplanowany na jeszcze ten sam dzień na godz. 20.30.

Po dotarciu do kwatery na Heliopolis i regeneracji sił (wylądowaliśmy na lotnisku w Kairze po godzinie drugiej w nocy) kierownik misji wyruszył rano załatwiać urzędowe sprawy związane z naszą koncesją badawczą. Po południu spotkaliśmy się wszyscy przy obiedzie i omówiliśmy dalsze plany. Wybierając się na obiad, widzieliśmy po drodze kilka przykładów obchodzenia niedawno przez Egipcjan „święta” Walentynek. Bezsprzeczny dowód na ekspansję zachodniej popkultury i szybko postępującą globalizację.

Niestety z powodu nieobecności jednego z egipskich urzędników nie dostaliśmy dzisiaj specjalnych przepustek, dzięki którym nie tylko legitymujemy się jako uczestnicy misji archeologicznej, ale i możemy bezpłatnie studiować większość zabytków i muzeów na terenie Egiptu. Warto zaznaczyć, że taki dokument nie limituje liczby odwiedzin danego miejsca, więc gdybyśmy musieli z niego zrezygnować, byłaby to dla nas wielka strata. Jednak od samego początku tego dość krótkiego sezonu priorytetem Misji Skalnej jest jak najszybsze dotarcie do Deir el-Bahari i rozpoczęcie pracy w najbliższą środę. Nawet jednodniowa zwłoka spowodowana oczekiwaniem na jakieś papiery w Kairze przesuwa wejście na Gebel Ragab bliżej końca tygodnia. Czwartek jest u nas nieco krótszym dniem pracy, a piątek – tradycyjnie w kraju muzułmańskim – to w ogóle dzień wolny, więc na poważnie moglibyśmy pracować dopiero od soboty. Marnowanie cennego czasu, na które nie możemy sobie pozwolić.

Na szczęście znaleźliśmy rozwiązanie – piszący te słowa zostanie w Kairze o jeden dzień dłużej, pojedzie rano metrem na Abbasiję i odbierze „tasrihy” w biurze w SCA, a następnie wsiądzie wieczorem w autobus do Gurna… i spotka się z resztą ekipy już w miejscu docelowym. Tylko w ten sposób termin rozpoczęcia działań na Gebel Ragab nie opóźni się.

Skomentuj...

Pola obowiązkowe *