Nasza podróż do Egiptu z przygodami

Zgodnie z niedawno ogłoszoną informacją o przyznaniu Misji Skalnej koncesji na kolejny sezon prac w Deir el-Bahari, w dniu 14 września wyruszyliśmy do Egiptu w następującym składzie: prof. Andrzej Niwiński – szef, inż. Wojciech Fraszczyński – reprezentant firmy ROTOMATIC zajmującej się montażem i konserwacją instalacji na Gebel Ragab oraz p. Kamil Zachert – zastępca kierownika misji i dokumentalista. W połowie listopada dołączą do nas jeszcze: inż. Waldemar Kubiczek i p. Dariusz Flajszer (www.pawilonyflajszer.pl) – główny sponsor ekspedycji. Ponadto za kilka dni przywitamy rajsa Ragaba i egipskich robotników z poprzednich sezonów wykopalisk.

Przez kilka ostatnich lat właściwie za każdym razem podróżowaliśmy do Egiptu włoskimi liniami lotniczymi Alitalia. Wiązało się to z ponad sześciogodzinnym oczekiwaniem na przesiadkę w Rzymie. Tym razem postanowiliśmy zmienić przewoźnika, wybierając ofertę niemieckiej Lufthansy. Trasa podróży wiodła przez Frankfurt. Tam mieliśmy czekać niecałą godzinę na następny samolot już bezpośrednio do Kairu, gdzie powinniśmy wylądować nieco po godzinie drugiej w nocy.

Pechowo natrafiliśmy na strajk niemieckich pilotów, który spowodował duże opóźnienia w rozkładzie lotu z Warszawy do Frankfurtu. Tak więc, niestety, po dotarciu do Niemiec okazało się, że nie zdążyliśmy na drugi samolot, który odleciał bez nas. Następny lot do Kairu miał być dopiero następnego dnia tuż po godzinie dziesiątej rano. Zgłosiliśmy nasz problem na lotnisku w centrum serwisowym Lufthansy. Niemieckie linie lotnicze zaoferowały nam darmowy obiad i nocleg w hotelu we Frankfurcie, opłacając również przejazd taksówką w obie strony. Następnego dnia, tj. 15 września, już bez żadnych opóźnień wystartowaliśmy do Kairu.

Do około godziny 14 przelecieliśmy nad Morzem Śródziemnym i minęliśmy północną granicę kontynentu afrykańskiego. Już na pół godziny przed dotarciem do Delty przejrzyste do tej pory powietrze zaczęło przybierać odcień żółtawy od nawiewanego z głębi lądu drobnego pyłu. Po raz pierwszy od wielu lat mieliśmy okazję podziwiać widoczny z góry Egipt w biały dzień zamiast w nocy – ziemia gęsto upstrzona zielonymi polami i poprzecinana siecią kanałów, dużo miast o surowej architekturze prostych brył geometrycznych, gdzieniegdzie kominy jakichś wielkich fabryk, kręte koryto Nilu…

Przed lotniskiem czekał już na nas egipski kierowca, trzymający w ręku planszę z napisem, od którego zadrżało nam serce: „Polish Centre of Mediterranean Archaeology”.

Skomentuj...

Pola obowiązkowe *