Problemy na Gebel Ragab

Na stanowisku archeologicznym pojawiliśmy się w pół godziny później niż w dniu wczorajszym, czyli o godz. 6.30. Jest to pora, gdy słońce już zaczyna wstawać na horyzoncie, oświetlając nasz Gebel Ragab na tyle, że można od razu przystąpić do pracy i nie marnować cennego czasu. W sezonach wykopaliskowych, które wypadają na jesieni, również rozpoczynamy pracę o brzasku, ale słońce pojawia się wtedy trochę wcześniej. Jednak bez względu na porę roku w ciągu zaledwie jednej, a najdalej dwóch godzin skalna powierzchnia Gebel Ragab nagrzewa się do wysokich temperatur. Nasza półka wystawiona jest praktycznie przez cały czas na działanie ostrego południowego słońca, a okalające ją od strony północnej i zachodniej wysokie klify wapienne dają efekt piekarnika. W wyjątkowo upalnych sezonach zdarza się, że jesteśmy zmuszeni skracać czas pracy, aby uniknąć omdleń wśród robotników.

Mimo że staramy się z góry przewidzieć, jak będą sprawdzać się zastosowane przez nas rozwiązania techniczne, zdarzają się przykre niespodzianki. Szybko okazało się, że przedłużona rynna składająca się z kilkunastu połączonych ze sobą blaszanych beczek, którą zakończyliśmy montować dopiero dzisiaj rano, nie spełnia dobrze swojej funkcji. Każda z tych beczek ma owalną krawędź zagiętą do środka na długości zaledwie kilku milimetrów i, niestety, dodając do tego słaby kąt nachylenia rynny w jej górnym odcinku, kamienie zatrzymują się i zbierają w miejscach łączenia beczek, zamiast siłą rozpędu spadać dalej w dół. Co chwila więc musieliśmy przerywać „zrzut”, żeby te kamienie czymś popchnąć. Ale jak to zrobiliśmy?

W tym celu wykroiliśmy za pomocą małej szlifierki kątowej okienka w kilku beczkach. Teraz mogliśmy wsuwać do środka żelazne motyki bądź po prostu zwyczajne deski i regularnie „przetykać” zator. Przy okazji wycięliśmy ze środka beczek wszystkie wystające tam krawędzie i w końcu… żeby uniknąć w przyszłości jakichkolwiek kłopotów ze strony instalacji, postanowiliśmy przerobić całą rurę tak, żeby każda beczka zachodziła na drugą „na zakładkę”. Liczymy na to, że w ten sposób „przepływ” materiału skalnego, który przez cały sezon będzie trafiał do rynny, nie będzie niczym zakłócony.

Pierwsze w sezonie „zrzuty na próbę” przekonały nas, jak bardzo konieczny jest szczegółowy nadzór inżynierski nad całą instalacją zsypu nie tylko w jego górnej, ale zwłaszcza w niżej położonych częściach, tych zawieszonych na pionowej ścianie za pomocą stalowych lin i łączników. Obciążenia materiału są tu bowiem tak duże, że w niektórych miejscach teoretycznie bardzo wytrzymałe mocowania instalacji potrafią się odkształcać. Jest to skutek „przepływania” przez zsyp kilkudziesięciu ton kamieni… dziennie!

Od rana nasi koledzy inżynierowie mieli więc bardzo dużo do roboty. Podczas gdy Wojtek zajmował się górną częścią instalacji zmontowaną z beczek, Waldek naprawiał ubiegłoroczne uszkodzenia przy czarnych kubłach zawieszonych na pierwszej z tzw. ciężkich konstrukcji nośnych. Do wnętrza tych kubłów wchodzą ukośnie: pojedyncza blacha i rynna ze stali o bardzo wysokiej jakości i grubości trzech milimetrów, które przyjmują na siebie impet uderzenia rozpędzonego ładunku i przekierowują go w dół. Naprężenie materiału w tym miejscu powoduje od czasu do czasu obluzowywanie się mocowań tych specjalnych elementów i ich obsuwanie się, a w efekcie tego: „przeciek” – kamienie lecą na wprost, rozrywają kubeł (nota bene obity od środka ponad milimetrową blachą!) i wypadają poza zsyp, trafiając do zagrody po odbiciu się bezpośrednio od skały. Ale niestety niektóre z większych odłupków mogą trafiać nawet poza zagrodę, co stwarza ogromne niebezpieczeństwo dla ludzi, którzy znaleźliby się tam przypadkiem. W czasie „zrzutu” wszyscy członkowie Misji Skalnej i egipscy robotnicy znajdujący się na dole, jak również koledzy i koleżanki z innych polskich misji pracujących w tym samym czasie na terenie świątyń Hatszepsut i Totmesa III, mają bezwzględny zakaz zbliżania się w okolicę instalacji. Nadzorujący pracę na górze porozumiewają się z osobami na dole za pomocą krótkofalówek.

Jednakże najpoważniejszym wyzwaniem nie są trudności techniczne, z którymi dajemy sobie radę, mając w zespole takich fachowców, jak inżynierowie z Polski, rajs Ragab Yassin i kilku doświadczonych robotników egipskich, którzy pracują w naszej misji niemal od samego początku, lecz zmęczenie, które na Gebel Ragab każdemu daje się mocno we znaki.

Równolegle do różnych zaawansowanych robót technicznych na półce skalnej kontynuujemy dokumentację filmową i fotograficzną, która jest obecnie niezbędnym uzupełnieniem raportów i publikacji naukowych, a także jest wykorzystywana w działalności popularyzatorskiej.

Skomentuj...

Pola obowiązkowe *