Nikt nie zna wszystkich jej imion. Opowieść o królowej Hatszepsut
| Recenzje książek - Recenzje |
Kultura starożytnego Egiptu od kilkudziesięciu lat cieszy się niesłabnącą popularnością w Polsce. Od czasów pionierskich wykopalisk archeologicznych prowadzonych nad Nilem przez prof. Kazimierza Michałowskiego nasz kraj wzbogacił się o oryginalne zabytki z różnych miejsc Egiptu, a piramidy i sfinksy przeszły w zminiaturyzowanych kształtach na witryny sklepowe, trafiły na wystawy sztuki dekoracyjnej jako porcelanowe cacka, a najczęściej po prostu na straganiki z oryginalnymi pamiątkami z tej do niedawna nieosiągalnej dla większości Polaków części świata. Wykopaliska w Egipcie stały się popularnym tematem rozmów nawet pod „budką z piwem", jak w jednej ze swoich książek żartuje prof. Karol Myśliwiec, ale i całkiem poważnych dyskusji w gronie polskich uczonych. Wiemy od nich, że starodawne formy architektury i sztuki egipskiej wpływały już na gust artystyczny Greków, a był to dopiero początek wpływu, jaki starożytna cywilizacja doliny Nilu wywarła na resztę świata.
Tendencja czerpania inspiracji z Egiptu utrzymywała się przez tysiąclecia i obecna jest także współcześnie w dziełach artystów, pisarzy i poetów. Egiptomania zawładnęła wyobraźnią całego świata, a jej początki nie sięgają tylko kampanii Napoleona, ale już epoki krucjat i pierwszych pielgrzymów do Ziemi Świętej, którzy roznosili po całej Europie niesamowite wieści o ogromie „spichlerzy Józefa", jakie widzieli pod Kairem. Wydaje się, że obecna era globalizacji jeszcze bardziej wzmacnia to zjawisko, choć odziera je z pierwotnej prostoty i naiwnego zachwytu. Nowoczesna turystyka uczyniła Egipt krajem zrozumiałym i jakoś dziwnie bliskim duchowo. Artystyczny skutek fascynacji jego cywilizacją to między innymi szereg dzieł beletrystycznych bezpośrednio nawiązujących do historii i kultury starożytnego Egiptu. Któż nie czytał słynnego „Egipcjanina Sinuhe" Miki Waltariego, „Złotego faraona" Karla Brucknera, czy pięknych młodzieżowych powieści naszej pisarki Natalii Rolleczek, z których „Świetna i najświetniejsza" dzieje się w Aleksandrii! Inspirację staroegipską mają również poczytne książki Wilbura Smitha i Christiana Jacq. A ponadto spuścizny dawnego Egiptu dotyczą literatura piękna, pamiętnikarstwo i epistolografia XVI-XX wieku. Współcześnie rozwinęły się również takie poważne gatunki, jak reportaż i esej, a także funkcjonujące na styku literatury z innymi formami artystycznymi dzieła multimedialne - głównie film i fotografia. No i nie wypada pominąć całej gamy publikacji naukowych i popularnonaukowych, od których uginają się półki księgarskie chyba w każdym większym mieście na świecie.
Zadziwiające, że mimo ogromnego zainteresowania czytelników kulturą starożytnego Egiptu, podaż książek beletrystycznych z akcją przeniesioną w pradawne czasy piramid jest na polskim rynku bardzo mała. Można wybierać w skromnej ofercie głównie zagranicznych autorów. Polscy pisarze masowo unikają lego atrakcyjnego przecież tematu, który jak żaden inny pozwala popisać się kunsztem językowym i dać upust bogatej wyobraźni.
I kiedy już wydawało się, że kolejny wieczór przyjdzie spędzić czytelnikowi na lekturze przekładu z obcego języka, nagle ukazała się w sprzedaży powieść Hanny Goworowskiej-Adamskiej o królowej Hatszepsut. „Nikt nie zna wszystkich jej imion" - twierdzi Autorka i nadaje swojej książce ten bardzo tajemniczy tytuł. Rzeczywiście egipską królową otacza aura tajemniczości - jako córka faraona Totmesa I zostaje wydana za mąż za swojego przyrodniego brata, Totmesa II, po którego krótkich rządach już samowładnie panuje w Egipcie. Archeolodzy i historycy od dawna próbują dociec czy Hatszepsut była człowiekiem o silnym charakterze, uciekającym się do przemocy politycznej, czy wręcz przeciwnie - była psychicznie słaba, a na tronie zasiadła tylko jako macocha prawowitego, ale małoletniego następcy, Totmesa III. Obrońcy postaci Hatszepsut jako wielkiej władczyni twierdzą, że była wybitną jednostką, o czym ma świadczyć nie tylko to, że dzierżyła berło faraonów, będąc kobietą, ale także to, co po sobie pozostawiła. Przed oczami wyrastają nam ufundowane przez królową obeliski w Karnaku, wspaniała droga procesyjna do świątyni w Luksorze, a może przede wszystkim nowatorska architektonicznie świątynia w Deir el-Bahari. Jak w tysiącletniej księdze czytamy na jej murach o wyprawie do Puntu i do kopalń królewskich, co zapewniło Egiptowi pomyślność i dostatek. Natomiast krytycy zwracają uwagę na drugą stronę medalu. Hatszepsut była uzurpatorką - jej imiona i wizerunki zostały skute ze ścian świątyń, a sama pamięć o niej miała nie przetrwać nawet jednego pokolenia. Taki los zgotował jej Totmes III, prawowity król Egiptu, jeden z tych jego nielicznych i potężnych władców, którzy naprawdę nie musieli czuć wstydu przed historią. Najbardziej sceptyczni mogą jeszcze dodać, że Egipt Hatszepsut mógł przypominać Francję za Napoleona III. Cesarz Francuzów był powszechnie lubiany i szanowany, lecz wobec charyzmy i dokonań Napoleona I Bonapartego, zwanego „bogiem wojny", uchodził za władcę miernego. Dużo za to budował - przyozdobił Paryż nowymi i pięknymi pałacami. Pojawia się paradoks, który można by odnieść poprzez analogię do osoby Hatszepsut. Gdyby za trzy tysiące lat jakiś archeolog zajmował się dziejami Francji XVIII i XIX wieku, to niemal z pewnością oceniłby na podstawie tylko materialnych pozostałości Napoleona III jako wybitnego władcę, a Napoleona I jako mało istotnego awanturnika z jakiegoś króciutkiego okresu przejściowego. Czy taka anegdotyczna analiza może mówić trochę prawdy o panowaniu Hatszepsut? Hanna Goworowska-Adamska nie wątpi w wybitność królowej. Trzeba tu zaznaczyć, że stanowisko autorki powieści nie jest chwytem literackim, mającym na celu przekonanie czytelnika do głównego bohatera (chętniej utożsamiamy się z bohaterem intrygującym i genialnym, niż z pechowym nieudacznikiem...), ale jest efektem poważnych studiów nad historią Hatszepsut. Konieczna bowiem jest uwaga, że pisarka studiuje egiptologię na Uniwersytecie w Manchesterze, a swoje naukowe zainteresowania skupia nad dziejami XVIII dynastii. W „Nikt nie zna wszystkich jej imion" nie mamy zatem fantastycznej narracji opartej na domysłach wyssanych z palca, ale rzetelną próbę rekonstrukcji wydarzeń z życia królowej, jaką proponuje czytelnikom literat i badacz w jednej osobie, a także i społecznik – Hanna Goworowska-Adamska jest członkiem Stowarzyszenia Miłośników Egiptu „Herhor”.
Powodzenie Hatszepsut zależało od cech jej charakteru i odpowiedniego przygotowania dworskiego u boku ojca, Totmesa I. Dużą rolę w życiu królowej odegrali zaufani doradcy, często wynoszeni przez nią na najwyższe stanowiska w państwie. Każda z postaci, które pojawiają się na kartach powieści ma swój historyczny odpowiednik w czasach Hatszepsut, a nawet sprawuje taką funkcję na dworze królewskim, jak w rzeczywistości. Oprócz trzech królów Totmesów i członków ich rodzin, spotykamy między innymi zarządcę Dżehutiego, arcykapłana Hapuseneba, wezyra Weser-Amona, jak i chyba najbardziej wyróżniającego się spośród dworzan, dostojnika Senenmuta. Wokół tej postaci narosły opowieści nie ustępujące legendzie Hatszepsut.
Senenmut pojawił się „znikąd", aby w ciągu kilku lat osiągnąć najwyższe stanowiska na dworze faraońskim, włącznie z zarządzaniem Dobrami Amona i wychowywaniem córek królowej. Cywilne funkcje Senenmuta były praktycznie nieograniczone - był główną postacią z królewskiego otoczenia. Dostojnik wykuł swój grobowiec w pobliżu świątyni Hatszepsut, otaczał się ozdobnymi przedmiotami wykonanymi w warsztatach królewskich, a jego niezwykła pozycja na dworze miała nawet odbicie w dekoracjach sanktuarium w Deir el-Bahari. W pewnym momencie Senenmut znika z życia Hatszepsut, a przynajmniej milczą o nim źródła. Czyżby popadł w niełaskę? I czy po śmierci został pochowany w swoim pięknym kwarcytowym sarkofagu przypominającym kartusz królewski? Najpowszechniejsza analiza osobowości Senenmuta każe widzieć w nim sprytnego karierowicza z Armant, który dzięki koneksjom rodzinnym zbliżył się do młodej królowej i szybko stał się jej zaufanym doradcą. Niemniej Senenmut objawił nieprzeciętne talenty, zwłaszcza w zakresie architektury - uważa się go za budowniczego świątyni Dżeser-dżeserew i organizatora wielu inicjatyw budowlanych na terenie Egiptu. Tzw. Graffiti z Sehel przedstawia tego dostojnika jako równego wzrostem Hatszepsut, co w konwencji sztuki egipskiej nakazującej przedstawiać dworzan w dużo mniejszych rozmiarach miało szczególną wymowę. Czyżby niepohamowana ambicja ocierająca się o plany haremowego spisku?
Fabuła „Nikt nie zna wszystkich jej imion" podąża śladem tych interpretacji, które sugerują, że Senenmuta łączyło coś więcej z Hatszepsut, niż tylko lojalność poddanego. Egiptolodzy J. Romer i E. Wentę badając graffiti erotyczne z niewykończonego grobowca skalnego zlokalizowanego na północ od Górnego Tarasu świątyni w Deir el-Bahari, dowcipnie zwanego przez polskich archeologów Świńską Grotą, wywnioskowali, iż namalowane tam ludzkie postaci przedstawiają Senenmuta i królową Hatszepsut (pochylona naga kobieta, która odbywa stosunek seksualny ze stojącym za nią mężczyzną, wyraźnie nosi królewskie nakrycie głowy!). Jeśli takie skojarzenie graffiti jest prawdziwe, to znaczy, że Senenmut był kochankiem królowej, a ich związek stanowił tajemnicę poliszynela. Hanna Goworowska-Adamska rozwija ten wątek, budując obraz romantycznej miłości „od pierwszego wejrzenia", która połączyła samotną Hatszepsut z nieśmiałym żołnierzem Senenmutem i przetrwała do końca życia królowej i jej wiernego sługi. Uzasadniając poważne domniemanie, że Senenmut popadł w niełaskę, Autorka wyposaża Hatszepsut w silne cechy apodyktyczne - władczyni żąda bezwarunkowego posłuszeństwa i natychmiastowego wykonywania rozkazów, zmierza prosto do celu bez względu na koszty, gdyż czuje się wybraną przez Amona, a więc z góry usprawiedliwioną wobec ludzi. Potrafi czekać na efekt swoich działań, ale nie ma to nic wspólnego z cierpliwością - jest przyczajona niczym lew szykujący się do skoku. Senenmut jedyny raz odmawia wykonania pewnego jej polecenia i motywuje to skrupułami religijnymi. Hatszepsut wpada w szał, odbiera dostojnikowi przywileje i wyrzuca go z dworu. Nie ma miejsca na kompromis, nawet wobec najbliższych przyjaciół. A czy przy boku królowej stał ktoś wierniej i dłużej, niż potraktowany brutalnie Senenmut? Który przypuszczalnie był ojcem jej nieślubnego syna Maj-her-pereja... Ten zmarły przedwcześnie młodzieniec został pochowany na królewskiej nekropolii w Dolinie Królów, zainaugurowanej przez Hatszepsut. Sama królowa nadzorowała pogrzeb i zaopatrzyła pochówek Maj-her-pereja w iście królewskie dary. Za życia chłopiec wychowywał się w pałacowej szkole Kap i nosił tytuł Nosiciela Wachlarza po Prawicy Króla - tytuł zarezerwowany tradycyjnie dla synów królewskich. Twarz „Dziecka z Kap" przypomina, zwłaszcza z profilu, zarówno młodzieńcze przedstawienia Hatszepsut, jak i Senenmuta.
Czytając wypowiedzi Hatszepsut na kartach „Nikt nie zna wszystkich jej imion", ma się wrażenie obcowania ze starożytnymi tekstami, jakie były wykuwane na obeliskach i ścianach świątyń. Autorka swobodnie korzysta z oryginalnego materiału źródłowego, a jej proza płynie w rytmie autentycznych i w większości historycznie udokumentowanych wydarzeń z życia Hatszepsut. Lapidarny i równy stylistycznie język literacki w założeniu ma przywodzić na myśl egipską kronikę i nadaje powieści nieco egzotycznej i starodawnej patyny. Eksperyment bardzo udany i z pewnością spodoba się czytelnikom znużonym zbyt uwspółcześnionym obrazowaniem uczuć ludzkich sprzed tysięcy lat. Zresztą chodzi nie tylko o emocje głównych bohaterów powieści, ale też o odtworzenie rytmu życia pałacowego, opisanie świąt państwowych bądź ukazanie politycznych i religijnych kulis królewskich inicjatyw.
Hanna Goworowska-Adamska wykonała rzetelną kwerendę (zbieranie materiałów do książki trwało kilka miesięcy!) i nie będzie chyba dużym nadużyciem, jeśli powieść poleci się pasjonatom egiptologii jako wprowadzenie w lżejszej formie do okresu panowania Hatszepsut, oczywiście z pełną świadomością różnic pomiędzy dziełami stricte naukowymi a beletrystycznymi. Po lekturze „Nikt nie zna wszystkich jej imion" do cięższej literatury naukowej czy popularnonaukowej niewątpliwie i tak sami sięgną.
Kamil Zachert
(Artykuł opublikowany także w Biuletyn Herhor, Zeszyt 9, Styczeń 2011 pt. Tajemnice imion królowej Hatszepsut)
Hanna Goworowska-Adamska
Nikt nie zna wszystkich jej imion.
Opowieść o królowej hatszepsut
Wydawnictwo
Maszoperia Literacka Sp. z o.o.
Wydanie I. Gdańsk 2010
ISBN 978-83-62129-80-5
| Następna > |
|---|

Komentarze
CZYTANIE OPOWIEŚCI O KRÓLOWEJ HATSZEPSUT POCHŁANIA CAŁKOWICIE !!!!
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.